25 listopada 2015

Rzecz o porażkach, czyli za kulisami II spotkania Mody na Biznes

Po niewątpliwym sukcesie pierwszego spotkania z cyklu Moda na Biznes, na którym mimo złej pagody dopisała liczna publika, wczoraj, tj. we wtorek 24 listopada A.D. 2015 odbyło się kolejne. Tematem przewodnim były porażki.



Skąd taki temat? A stąd, że problemy w dążeniu do realizacji swoich celów i porażki dotyczą wszystkich, którzy mają duże marzenia i uparcie dążą do ich realizacji. Podczas spotkania obnażone zostały najczęstsze źródła problemów oraz przedstawione sposoby, jak sobie z nimi radzić. Motywacją zaś nagroda, jaką jest wytrwałość.

Skoro mowa o porażkach, nie mogło się obyć bez problemów. Tym razem nie udało mi się zapełnić sali. Jak przewidziałam, na spotkanie nie przyszedł prawie nikt, więc spokojnie mogę je dopisać do swojej długiej listy porażek. Powody niskiej frekwencji dopatruję się w dwóch najprawdopodobniejszych przyczynach.
Pierwszą z nich jest hasło promujące wydarzenie "porażki wzmacniają", które, jak mi uświadomiono, budziło dość mocne skojarzenia z popularnym ostatnio life coachingiem, który dla wielu osób ma wydźwięk pejoratywny. Za trafnością tego stwierdzenia przemawiał fakt iż, mimo kampanii promującej je w Social Medach i poprzez patronów, ilość osób, które zadeklarowały chęć wzięcia udziału wydarzeniu na Facebooku wyniosła zaledwie 25. Ilość obserwujących również, kolokwialnie mówiąc nie powala, bo wynosi zaledwie 43 osoby.

Za kwestią skuteczności plakatów, poza znaczną ilością studentów Politechniki uczestniczących podczas pierwszego spotkania, przemawia fakt, że wiele osób, które podeszły do mnie po wydarzeniu z gratulacjami, wspomniało o plakacie, chwaląc go za ciekawy i oryginalny wygląd... Czy też, generalnie rzecz biorąc za jego "ładność".



Mimo mojej porażki z gratulacjami zadzwonił do mnie prelegent i gwiazda pierwszego spotkania z cykluModa na Biznes, Bartek Tomczyński, który wyjaśnił, że fenomen pierwszego spotkania i jego sukcesu wynikał najprawdopodobniej z typowego scenariusza i po prostu Fenomenu Pierwszego Wydarzenia: ludzie przyszli zobaczyć, co to w ogóle będzie. A drugie spotkanie nie było już pierwszym.

Podobno zawsze tak wygląda, że później jest dołek. Pocieszył mnie również i rozkazał bycie wytrwałą mówiąc, że przy oferowanej przeze mnie jakości wydarzeń, nie powinnam martwić się o wzrost ilości osób zainteresowanych udziałem w nich. Miał tu na myśli zarówno uczestników, jak i prelegentów.


"Moda na Biznes"w mediach

Oficjalnymi patronami wydarzenia były 4 portale:


Jak już wspomniałam – plakatów tym razem nie było. Były natomiast 3 rollupy organizatorów i partnerów, które dumnie wyprostowane doskonale prezentowały się w tle prelegentów. Były wśród nich:


Przebieg II spotkania Moda na Biznes

W sali miałam w planie pojawić się z trzydziestominutowym wyprzedzeniem, które później zmieniłam na dwudziesto. Niestety wyszło jak zawsze i na miejscu byłam dziesięć minut przed czasem, co i tak nie jest jak na mnie złym wynikiem.
Na miejscu okazało się, że do sali nie ma klucza, ponieważ obecnie, do 19:00 urzędują tam „jakieś ludzie”.
Kolejnym problemem był mikrofon. Pan Portier wydał mi go ochoczo, ale... Bez baterii.
- Baterie we własnym zakresie.
- Co takiego?!

Mimo początkowej paniki z powodu klucza, do sali udało się wejść parę minut przed 19:00. Gdyby nie to, że mój netbook był nieresetowany od tygodnia, z pewnością udałoby mi się zjednać do z rzutnikiem wcześniej. Opóźnienie nie było jednak takie duże ani też takie złe. Kwadrans akademicki dał szanse osobom, które nie dotarły na czas.


Podczas tego wydarzenia wygłoszone zostały trzy wykłady poruszające temat porażek od całkiem odmiennych stron. Ponieważ gwiazdy zawsze wychodzą na końcu, pierwszą prelegentką byłam ja, robiąc niejako za support. W ramach rozgrzewki opowiedziałam o swoich porażkach oraz, idąc niejako za radami Bartłomieja Tomczyńskiego z jego prelekcji pt. "Zacznij tam, gdzie jesteś, wykorzystaj to co masz i zrób wszystko, co w twojej mocy" jak wybrnęłam z trudnych sytuacji.
Moim celem, jak i celem całego cyklu Moda na Biznes jest powiedzenie osobom rozważającym otwarcie własnej firmy to, czego nikt nie powiedział mi, zanim rzuciłam się na głęboką wodę przedsiębiorczości. Zarówno praca na tacie ma swoje plusy jak i samozatrudnienie. To zupełnie dwie różne rzeczy.

Dżoolka

Następnie, po krótkiej przerwie technicznej (na toaletę), po której, mam wrażenie kilka osób już nie wróciło, odbył się networking. Uczestnicy zostali poproszeni o podejście do osób, które nie koniecznie siedzą obok nich i powiedzenie swoim słuchaczom o trzech rzeczach:
1. Kim chcieli zostać jak byli mali.
2. Kim są dzisiaj.
3. Jakie jest ich marzenie, które planują zrealizować.


Michał Rakowski

Osoby bez oporów wyszły z ławek i zaczęły ze sobą rozmawiać. Networking przebiegł sprawniej, niż mogłabym się tego spodziewać.
Łącznie każdy z uczestników miał porozmawiać z trzema słuchaczami.

Następnie mistrz ceremonii, którym był Leszek Kozłowski błyskotliwie zapowiedział drugiego prelegenta, wicemistrza Polski w przemawianiu publicznym Michała Rakowskiego. Michał zaskoczył tak całą publiczność, jak i mnie samą, mówiąc o roli wrogów i tym, jak cenni są oni w budowaniu naszego sukcesu. Pokazał mi tym samym, że moja droga wcale nie musi prowadzić donikąd. Zapowiedział też swoją książkę, które tematyka dotyczy budowania swojego sukcesu, a ja sama dodałabym również – PR-u z pomocą osób, które kolokwialnie nazwać można naszymi wrogami.

Artur Tarsa

Ostatnim z prelegentów, rodzynkiem na torcie wykładu był Artur Tarsa, który założył fioletową koszulę - idealnie pod kolor brandu Mody na Biznes. Artur w swoim wykładzie zwrócił uwagę na potrzebę posiadania fundamentu, dzięki któremu każde wyzwisko, poniżenie czy jakakolwiek inna próba zgnębienia nas i odciągnięcia od realizacji celu będzie spływać po nas, jak po kaczce. Dzięki fundamentowi, na którym oprzemy swoją wartość i z który będzie jednocześnie źródłem miłości, którą każdy człowiek potrzebuje do szczęścia, nic nie będzie w stanie nas poruszyć i załamać.

Leszek Kozłowski

Na koniec niektórzy zachęceni przez mistrza ceremonii kontynuowali rozmowy i networking, inni udali się do domów. Całe spotkanie przebiegło w bardzo miłej atmosferze. Dużym zaskoczeniem była dla mnie chęć udziału w networkingu, który uważam za udany.

Na koniec trochę prywaty. Na spotkaniu pojawiło się kilka osób, które wiem, że przyjechały lub przyszły na wydarzenie tylko dla mnie. Bardzo jestem im za to wdzięczna. Takimi osobami były Ania, Tomek i Radomir oraz MOJA MAMA (!). Dziękuję wam bardzo!   


2 komentarze:

  1. Podobno porażki nas wzmacniają. Może warto czasem coś zrobić tylko dla tych kilku osób...o których wspomniałaś ;) Pozdrawiam sympatyczną wrocławiankę i zapraszam do siebie czasem http://zszafykariatydy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Żałuję, że ZNOWU mi się nie udało :C Wiesz, to, że ludzi było mniej, może i lepiej? To ciężki temat, może nie każdy chce się przyznać do porażek i jeszcze o nich słyszeć? Nie wiem, ale wiem, że kameralne grono więcej wyniesie z takiego spotkania i są tam naprawdę po to żeby być. Trzymam kciuki za resztę spotkań i jestem dumna z Ciebie! <3

    OdpowiedzUsuń