sobota, 11 sierpnia 2018

Łupy z lipcowego SWAPa, czyli wrocławskiej, bezgotówkowej wymiany ubrań

Jak napisałam w poście z relacją z Lipcowej Imprezy SWAP Wrocław, udało mi się wymienić aż 13 rzeczy (jedną w zawieszeniu, czyli swój ciuch dostanę podczas kolejnej wymiany) i torebkę, kolejne 4 rzeczy dostałam gratis. Łącznie z imprezy przytaszczyłam 17 sztuk wszystkiego. Wśród nich znalazło się 7 sukienek, czyli tego, co tygryski lubią najbardziej i to właśnie od nich zacznę.


7 sukienek

Czarna, letnia sukienka z koronkowymi plecami, w której już biegałam po mieście. Sukienka jest tak skrojona, że nie muszę nosić pod nią dodatkowego „pancerza” (if you know, what I mean ;)), co przy ostatnich, blisko 40 stopniowych upałach było naprawdę zbawienne.



Pewnie rodzi się Wam w głowie pytanie, co to za odbarwienie? W zasadzie... Żadne. To smuga światła z okna. Sukienka jest w stanie idealnym. 


Sukienka w groszki trochę w stylu tej, w której Rihanna wystąpiła w teledysku „Shut up and drive”. Co prawda sukienkę widać tam tylko przez chwilę (2:48), ale mi to wystarczyło, żeby zakochać się w niej od pierwszego wejrzenia i od tamtej pory marzyć o podobnej. No i mam. 11 lat później, ale mam.




Na szczęście sukienka nie jest tak wygogolona jak ta z teledysku i nic mi się z niej nie wylewa. Zrzeszą i tak nie miałoby co mi się wylewać...
Ma jednak dość sporawy dekolt w charakterystycznym dla średniowiecznych sukienek, lekko kwadratowym kształcie. O ile ów kształt mi nie specjalnie przeszkadza, o tyle jego wielkość, owszem i wiem, że będę się musiała mocno przełamać, żeby wyjść w niej do ludzi.
Ale nie ważne, cieszę się, że spełniłam marzenie o posiadaniu takowej! :)




Trzecia sukienka jest z czarnego aksamitu, a na tym zdjęciu... Wisi jak na wieszaku, ale wierzcie mi, że na jesień/zimę będzie mega. Szczególnie na ciążę spożywczą po obiadku u mamy, z którego zwykle się wytaczam, zamiast – jak człowiek – wychodzić.
Sukienka jest prosta, zakończona na dole falbanką.




Na tę sukienkę polowałam już od majowej edycji cyklu SWAP Wrocław. Ta też "wisi jak na wieszaku". Krzywym wieszaku. Uszyta jest z granatowej satyny i jest przepiękna, mimo że na zdjęciu wisząc na tym krzywym wieszaku nic na to nie wskazuje.
Sukienka ma klasyczny krój mini, a dzięki motywowi kwiatowemu nie jest nudna. I właśnie dlatego, pomijając materiał, tak bardzo mi się spodobała.




To jest czymś na pograniczu sukienki i tuniki, ale dla mnie, o czym co niektórzy wiedzą, „instytucja” tuniki nie istnieje. Są tylko sukienki. Niektóre z nich są po prostu bardzo krótkie ;)
Pewnie co niektórzy będą się też krzywić z racji panterkowego wzoru mimo że to właśnie on mnie do owego ciucha przekonał.
Ów ciuch do czarnych, kryjących rajstop i czarnych oficerek będzie na jesienno-zimową porę jak znalazł, a moje wstępne przymiarki już udowodniły, że będzie to wyglądać rewelacyjnie.



Ostania z sukienek jest prostą maxi w szaro-srebnym kolorze i „tygrysim” wzorze. Sukienka bardzo mi się spodobała, ale przez dłuższą chwilę nie miałam na nią pomysłu. Ostatecznie amputowałam z niej znajdujące się przy dekolcie różyczki i zestawiłam z białymi adidasami. Będzie idealna na wieczorne wyjście na piwo w nieco chłodniejsze, letnie wieczory.



No dobra, sukienki już mamy. Teraz reszta. Zacznę od bluzek.

3 bluzki

Bluzka – mgiełka, bardzo mocno ekshibicjonistyczna, co widać na zdjęciu, na którym... Prawie jej nie widać. Mimo że udało mi się znaleźć już na nią sposób, muszę wykrzesać z siebie jeszcze odwagę, żeby gdzieś w niej wyjść.
Jak widać bluzka załapała się na lepszy wieszak, który znalazłam w trakcie robienia zdjęć.




Miętowa bluzka z koronką pasowałaby idealnie do moich równie miętowych trampek, ale... Nie chciało mi się jej mierzyć, więc wróci ze mną na SWAP.





Bluzka-mgiełka z panterkę. Kolejna do kolekcji. Nie wiem, co mam o niej pisać. Kto mnie zna, ten wie, że nie mogłam nie wziąć jej ze sobą do domu.



...i cała reszta

Zamszowe body. No cóż... Bardzo chciałam takie mieć (aczkolwiek nie koniecznie z golfem), ale okazałam się do niego za wysoka, więc do jeansów się nie nada. Jeszcze nie wiem, jakie losy je spotkają, bo jesień przede mną, a w mojej szafie aż roi się od jesienno-zimowych spódnic z wysokim stanem... Których i tak nie noszę, bo zawsze przegrywają z sukienkami i spodniami. Ale wiecie. Nadzieja matką głupich. Jak się body, bo przecież to o nim powinnam być mowa w tym akapicie, nie sprawdzi, wróci ze mną na SWAP. I już. Może skradnie serce jakiejś niższej ode mnie dziewczynie.




Sweter z wielkim dekoltem na plecach. Cóż... Ciągle sobie obiecuję: dość swetrów, trzeba się ogarnąć i zacząć ubierać jak człowiek, ale mimo to moja dusza dziewczyny z politechniki, IT girl, dla której wielkie, wygodne swetry są najlepszym strojem do siedzenia przed kompem, wygrywa z rozumiem i ustaleniami.
Sweter będzie idealny na dni w stylu „nie wiem, w co się ubrać i nie chce mi się nad tym myśleć”. Do jeansów – jak znalazł.




Brązowe ponczo z futerkiem – jedna z najbardziej kosmicznych rzeczy, jakie przyniosłam ze SWAPA! I jednocześnie jeden z bardziej udanych łupów. Głupio mi się przyznać, ale przez niego wprost nie mogę się już doczekać jesieni! Narzucony na brązową, skórzaną kurtkę będzie wyglądał kozacko.




Marynarka. Już nie raz pisałam i powtarzałam, jak bardzo nie lubię marynarek, ale zawód wymaga ode mnie ich noszenia. Na szczęście tylko od czasu do czasu.
Ale jednak.
A ponieważ ich nie lubię, nie jestem w stanie wydać na nie kasy. Na szczęście, dzięki SWAP-om mam ich całą szafę.
Ta, poza tym, że leży świetnie, ma wzór spójny z jedną z moich jesienno-zimowych spódniczek, które, jak napisałam wyżej, zalegają mi w szafie, bo zawsze przegrywają z alternatywnymi strojami. Ale co tam! Może kiedyś je założę wraz z ową marynarką.
A jak nie, zawsze mogę wrócić z nią na SWAP. Bez bólu, że wydałam na nią kasę i bez żalu, bo robiąc w szafie miejsce kolejnej kreacji.



Prosta, czarna bluzka. Ją też mam za free.
Prostych, czarnych bluzek w mojej szafie nigdy za wiele! Cieszę się z niej więc nie wiele mniej niż pozostałych łupów.




A na koniec – prosta, granatowa, lakierowana torebeczka-kopertówka z diamencikiem.
Pojęcia nie mam, kiedy z niej skorzystam, ale liczę bardzo na jakąś okazję.
Ważne, że jest piękna, a teraz już moja.






Kolejna impreza z cyklu SWAP Wrocław odbędzie się 25 sierpnia 2018 w Parku Tołpy. Szczegóły znajdziecie na Facebooku oraz na moim G+.




Jeśli nie chcesz przegapić kolejnych imprez, zachęcam do śledzenia fanpage'a na Fb i/lub dołączenia do społeczności SWAP Wrocław na G+.

3 komentarze:

  1. Wow, ale się ciuchów naoglądałam :-) Gratuluję Ci tych nabytków. Kilka z nich bardzo mi się spodobało. Sukienka w grochy a la Rihanna to dla mnie numer jeden! Wydaje mi się, że super by wyglądała właśnie z takimi "konkretniejszymi" butami, jakie miała Rihanna. A w ogóle bardzo mi się spodobał twój post i Twój sposób pisania. A najbardziej lubię Cię za słowo "wygogolona" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HAHAHHA! Dzięki! :D
      Słowo "wygogolona" to moja matka zawsze używała w kotekście mojej odsłonietej szyi i wychodzenia na dwóch celem zrobienia bałwana ;)
      A co do butów do sukienki a'la z teledysku Rihanny (kiedyś marzyłam dosłownie o takiej w gewiazdki, ale dziś byłaby dla mnie już nieco zbyt infantylna, więc cieszę się, że jest w grochy), to jeszcze się nad nimi nie zastanawiałam, ale masz rację - takie masywniejsze pasowałyby świetnie! Ale będzie to twardy orzech do zgryzienia, bo za żadne pieniądze ani skarby tego świata nie wyszłabym z domu w glanach ubranych do kiecy.

      Usuń
    2. Poważnie??? A ja myślałam, że glany do kiecy to byłoby właśnie w Twoim stylu! :-)
      A słowo "wygogolona" też znam z własnego życia, tylko nigdy jeszcze go nie widziałam "napisanego" i wyglądało rozkosznie :D

      Usuń